Zwiedzanie Paryża kontynuowaliśmy w północnym centrum. Jego głównymi atrakcjami są Bazylika Sacré-Cœur oraz Moulin Rouge (które swoją drogą jest baaaardzo przereklamowane). Czytając wielokrotnie o Paryżu, słuchając zachwytu ludzi podziwiających to miasto miałem bardzo wygórowane oczekiwania. Jak to często bywa w takich przypadkach, trochę się zawiodłem. Nie mniej jednak miastu temu nie można odmówić uroku, choć przyznam, że dostrzegłem go dopiero ostatniego dnia (z trzech dni pobytu) i daleko mi było do zachwytów chociażby Joanny Chmielewskiej, która dość często opisywała go w swoich książkach.
Przyszedł jednak czas pożegnania i ruszenia w dalszą drogę. Z Gare de Lyon ruszyliśmy na południe. W kierunku Perpignan, Portbou (będącym malutkim miasteczkiem granicznym po stronie hiszpańskiej) oraz Barcelony. Przejażdżka TGV z prędkością prawie 300km/h robi wrażenie i nie jest wcale drogim luksusem.
 |
Gare de Lyon |
 |
W tak niby luksusowym pociągu, w przeciwieństwie do polskich ekspresów nie ma darmowego poczęstunku. Można pójść do le baru gdzie za kilka euro podadzą nam kiepską kawę w papierowym kubeczku z czekoladką gratis ;) |
 |
Jedna z uliczek Perpignan |
 |
Lokalny pociąg którym dojechaliśmy z Perpignam do Portbou |
Miejsce docelowe. Barcelona. Piękna, gorąca, głośna i żywa, jak żadne inne miasto południowo-zachodniej europy. Piękne ogrody Gaudiego, architektura, jedzenie i ludzie sprawiają, że jest to miejsce niezapomniane i zawsze miło przeze mnie wspominane. Choć generalnie nie lubię dużych, głośnych miast, to jest jednym z niewielu do którego z przyjemnością bym wrócił.
 |
Uliczki niczym w San Francisco |
Przepiękne kamienice. Mogłem godzinami chodzić po bocznych uliczkach podziwiając te perełki architektury. Od czasu do czasu przysiadałem na ulicznej ławce, skubiąc pyszne oliwki wpatrując się w okna mieszkańcom tego miasta.
 |
Widok na kolumnę Kolumba z kolejki linowej kursującej nad portem. |
 |
Kolejowy akcent na mozaice w metrze. |
I tak spędziliśmy kilka dni w Barcelonie. Spacerując spokojnie alejkami, wieczorami przesiadując w knajpkach, bądź na plaży zajadając tapas, i popijając to pysznym czerwonym winem. Choć wszystko co dobre, kończy się szybko, przed nami była jeszcze ciekawa podróż powrotna. Z wizyta w Lyonie oraz Szwajcarii. Ale o Lyonie i drodze do niego, następnym razem.