poniedziałek, 19 czerwca 2017

Opactwo w Villers-la-Ville

Pozostałości opactwa w Villers-la-Ville będąc w Belgii trzeba naprawdę odwiedzić. Zachowały się naprawdę dobrze. Szczególnie imponujące są ruiny przyklasztornego kościoła. Nawa główna ma 94 m długości a wysokość sklepienia wynosi ponad 23 m. Budowę świątyni rozpoczęto w 1197 w stylu romańskim, ostatecznie jednak został on wyparty przez gotyk. Kościół był jedną z pierwszych budowli w stylu gotyckim na terenie obecnej Belgii.

 









 


niedziela, 18 czerwca 2017

Co wolno, a czego nie wolno

Lubię Kraków. To właściwie jedyne miasto w Polsce, oprócz rodzinnej Warszawy, w którym mógłbym poczuć się jak w domu. W zeszłą niedzielę pojechałem tam zjeść zapiekankę na Kazimierzu i poprawić to pysznymi lodami z placu Wolnica. Przy okazji - znalazłem kolejną perełkę, która dołączyła do moich ulubionych w stylu "Obuwie należy wycierać".

sobota, 17 czerwca 2017

Matka Boska Pocieszycielka Strapionych

W Warszawie przy ulicy Stanisława Chudoby można przez chwilę zapomnieć przez chwilę, że jest się w wielkim mieście. W koło łąki, na horyzoncie z lewej las (z prawej powstające osiedla na Derbach - ale na tyle jeszcze daleko, że nie psują efektu). Pośród tej idylli stoi sobie Matka Boska. Jak głosi napis - Pocieszycielka Strapionych. W ten duszny czerwcowy wieczór siedzą na niej gołębie. Widocznie się pocieszają w swoim ptasim losie...




piątek, 16 czerwca 2017

Rowerem z Sochaczewa do Modlina przez Puszczę Kampinowską

W czerwcową sobotę wybrałem się na rowerową przejażdżkę z przyjacielem. Pociągiem pojechaliśmy do Sochaczewa skąd na dwóch kółkach dojechaliśmy do Modlina przez Brochów i Puszczę Kampinowską.
Stacja w Sochaczewie jest ładnie odnowiona. Można usiąść na ławce, wypić kawę kupioną w dworcowym barze.

W drodze do Brochwa korzystaliśmy z bocznych dróg ciągnącyh się wzdłuż Bzury.

Dzięki temu można podjechać do kościoła w Brochowie od drugiej strony. Widać go z daleka i robi bardzo fajne wrażenie.  
W środku naprawdę imponujące jest sklepienie. Niestety przez kratę ciężko było zrobić lepsze zdjęcie.





Kościół św. Małgorzaty w Leoncinie

W oczekiwaniu na Koleje Mazowieckie do Warszawy można pooglądać pędzące do Gdyni pendolino.

niedziela, 4 września 2016

Semmeringbahn

Na jeden z przedłużonych weekendów sierpnia, w końcu udało mi się wyrwać z miasta. Przez nową pracę, straciłem możliwość weekendowych podróży. Nie narzekam, ale muszę przyznać, że znacząco zaczęło mi już ich brakować. Z tym większa przyjemnością udałem się na trzy dni do Austrii namówiony przez kolegę. Jeden z dni poświęciliśmy na wycieczki po okolicach miejscowości Semmering. Znajduje się tam jedna z słynniejszych w Europie linii kolejowych. Wybudowana w latach 1848-1854, pełna tuneli i spektakularnych wiaduktów. Co ciekawe, w 1998 roku, linię tę wpisano na światową listę dziedzictwa UNESCO.
Wzdłuż linii wyznaczono specjalne ścieżki edukacyjno-widokowe. W jej pobliżu przebiega wiele szlaków turystycznych. Warto odwiedzić to miejsce, choćby dla samych widoków :) Szkoda tylko że pogoda nie dopisała.

Na stacji Seemering znajduje się mała izba tradycji. Można w niej pobrać za darmo mapy i obejrzeć niewielką wystawę poświęconą historii tej linii kolejowej.


Stąd też rozchodzą się główne szlaki turystyczne po okolicy.

Najsłynniejszy wiadukt na trasie. Kalte-Rinne.

Przy szlakach znajdują się co jakiś czas tabliczki informacyjne. Szkoda że tylko po niemiecku.



Linią co chwile przejeżdżały pociągi. 

Widok na wiadukt Kalte-Rinne z góry.

piątek, 15 kwietnia 2016

Krótki spacer po Nowym Sączu

Wracając z Starego Sącza zatrzymaliśmy się na chwilę w Nowym Sączu. Zrobiliśmy krótki spacer wokół rynku i bliskich okolic.  Warto tutaj zajrzeć chociażby dla przepięknego według mnie eklektycznego ratusza. 
Gdyby ktoś chciał można zwiedzić ratusz nawet nie wychodząc z domu.









niedziela, 10 kwietnia 2016

z Krynicy do Łabowej

Ostatniego dnia w Beskidzie Sądeckim wybraliśmy się na najdłuższy spacer. Z Krynicy Górskiej do Łabowej, przez Jaworzynę Krynicką, Schronisko pod Wierchomlą i Schronisko na Hali Łabowskiej.

Pogoda tego dnia wyjątkowo dopisała. W nocy spadło dużo świeżego śniegu, świeciło piękne słońce. Sama przyjemność chodzić w takiej scenerii. Zejście z Hali Łabowskiej zaliczyliśmy po ciemku. Jednak wcześniejsze widoki zrekompensowały tę drobną niedogodność. Zresztą większość drogi idzie się już asfaltem i to najnudniejszy półtoragodzinny  odcinek tego przejścia.




Hale nad Bacówką pod Wierchomlą.




Widok spod bacówki.


Sama bacówka (polecam pierogi)!


Gomez spotkał swoją miłość pod Wierchomlą. Nie chciał w ogóle wracać z powrotem na szlak.






Drzewa uginały się pod świeżym śniegiem.



I jeszcze na koniec, Gomez przed i po spacerze :)